poniedziałek, 6 października 2014

Pół roku wcześniej Cz1


W ciemnym pokoju przy stole siedzi 4 mężczyzn w ciemnych płaszczach. Za oknem paskudna pogoda leje deszcz, pioruny uderzają w ziemię i wydają niesamowity huk, tak jakby uderzały się tuż obok domu. Nad stołem świeci się jedyna żarówka w pomieszczeniu której światło pozwala postacią grać w pokera, lecz na tyle słabe by ich twarze znajdowały się w półmroku. W mroku widać zarys jeszcze kilku osób które w ciszy obserwują rozgrywkę co chwila wyglądając przez okno. Zdaje się że czekają na zapowiedzianych gości.
-Spóźniają się – Mówi jeden z nich
-W taką pogodę to się nie dziwię- odpowiada drugi
Wszystkie osoby znajdujące się w pomieszczeniu przez chwilę wyglądają przez okno, lecz w ciemnej uliczce nie widać nawet żywego ducha.
-Po kimś takim spodziewałem się czegoś więcej, a tu głupi deszcz ich opóźnia.
Grający spokojnie wracają do swojego zajęcia, ktoś wyszedł na dwór być może nasłuchiwać nadjeżdżającego pojazdu, lecz po 15 minutach wraca okapując wodą.
-Nikogo ani nic nie widać. Nie dzwonili ?
-Nie - odpowiada ktoś z grupy
Po jednym z rozdań stos żetonów przed człowiekiem w niebieskim płaszczu urósł kilkukrotnie, po emocjonującej partii.
- Panowie nie macie już prawie czym grać.
- Pierdol się. Czemu musisz zawsze wygrywać.
- Bo jesteście słabi – Odpowiada zadowolony z siebie.
Powoli cała czwórka wstaje, podchodzi do barku gdzie nalewa sobie czegoś do picia i dalej czekają. W tym samym momencie ktoś ładuje wszystkie żetony do czarnej walizki tak by były gotowe do kolejnej gry.
Nagle piorun uderzył gdzieś bardzo blisko, zgasło światło lecz po chwili znów się zapaliło, jedna z osób stojących pod oknem mówi spokojnym głosem
- Ktoś jedzie.
Z sąsiedniego pokoju wchodzą dwie osoby w płaszczach z karabinami po czym wychodzą na zewnątrz by przywitać gości.
Po minucie lub dwóch wchodzi dwójka zakapturzonych mężczyzn w płaszczach przeciwdeszczowych i co dziwniejsze w okularach przeciwsłonecznych.
- Nie za jasno ?- zażartował ktoś z grupy
Goście zbyli ten głupi żart oraz ciche chichoty części zgromadzonych tu osób. Pomimo dziwnego stroju, zgarbionej postawy dało się zauważyć że dwójka z nich jest potężnie zbudowana i gdyby się wyprostowali przekroczyli by znacznie dwa metry wzrostu. Jeden z nich był wyraźnie niższy od reszty i dało się znać że to on przyjechał załatwić tu pewne swe porachunki. A jego dwaj towarzysze to ochrona w przypadku nieprzychylności innych ludzi.
- Szukam nijakiego Pereza – Ten strasznie niski i ochrypły głos należał właśnie do przywódcy przyjezdnych.
- Wiem czego chcecie, ale powinniście wiedzieć że się już tym nie zajmuję.
- To ty ?
- Tak.
Przyjezdny lekko się uśmiechnął po czym wyszeptał do swoich kompanów
- Zbędnych wyeliminować
W tym momencie kilka rzeczy wydarzyło się niemal równocześnie. Obaj ochroniarze doskoczyli w ułamku sekundy do dwójki z karabinami, po czym bez najmniejszego wysiłku powalili ich na ziemię i wyszarpali broń. Człowiek w niebieskim płaszczu zdążył tylko krzyknąć donośnie -Niee!
Kilku z jego kompanów chciało wyciągnąć broń lecz zostali szybko zastrzeleni. Po kilkunastu sekundach w pomieszczeniu pozostały już tylko cztery żywe osoby. Trójka z nich chce coś zdobyć w ostatni ma im to zapewnić. Nastąpiła krótka, niezręczna cisza. Goryle sprawdzają czy nikt z leżących się nie podniesie przypadkiem a dwójka naszych bohaterów mierzy się wzrokiem. Minęła krótka chwila po której Perez odzywa się próbując przełamać tą głuchą ciszę przeszywającą go z każdej strony. Robi wszystko by jego niemal paniczny strach nie wydostał się na światło dzienne lecz jego głos się lekko łamie
- Napijecie się czegoś ? - Pyta starając się nie zwracać uwagi na ciała jego dotychczasowych kompanów.
- Zostawcie nas samych - głośny ochrypły głos znów rozbrzmiał.
Jego podwładni niezwłocznie uczynili to co im szef nakazał, uprzednio zostawiając zdobytą wcześniej broń na jakimś małym stoliczku stojącym tuż przy drzwiach.
Zostali sami tylko we dwójkę, jeden biedny człowiek od którego ten ktoś dziwny nieznajomy wymaga czegoś czego on od lat nie robił. Czegoś co udało się tylko kilka razy w historii, czegoś czego on nigdy nie dokonał ale jest być może ostatnią osobą na ziemi która może tego dokonać. Obaj doskonale wiedzą czego ma dotyczyć to spotkanie a przynajmniej wie on Piter Nash dotychczas nazywany Perezem. Lecz to się zmieni, ci którzy się do niego tak zwracali nie żyją, a przynajmniej większość z nich jego najbardziej zaufanych ludzi. Kim oni są że w ciągu kilku sekund byli w stanie rozbroić i zabić blisko dziesięć osób ? Przecież kilku z nich to byli żołnierze, świetnie wyszkoleni, mocni fizycznie a przed chwilą wszystkich załatwili jak małe dzieci . Musi się szykować większa imprezka, stawka musi być wysoka, przecież piter miał nadzieję zabrać tajemnice do grobu, dożyć spokojnej starości uczciwą pracą, w swojej małej firmie. Plany pewnie ulegną zmianie ale dlaczego on wciąż milczy ? Tylko przygląda się człowiekowi przez swoje ciemne okulary Piter tego milczenia nie może znieść. To nie jest zwykła cisza, w tym momencie przejmuje ona niemal panowanie nad nerwami pana Nasha w jego oczach rośnie strach, całe życie przeleciało mu przed oczami i wie że musi się dowiedzieć co ich do niego sprowadza, skoro jeszcze żyje znaczy że musi im być potrzebny ale to w tej chwili nie ważne .
- Czego ode mnie chcecie ? - przełamuje się w końcu
- Jesteś wnukiem pana Cobba ?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz