W
ciemnym pokoju przy stole siedzi 4 mężczyzn w ciemnych płaszczach.
Za oknem paskudna pogoda leje deszcz, pioruny uderzają w ziemię i
wydają niesamowity huk, tak jakby uderzały się tuż obok domu. Nad
stołem świeci się jedyna żarówka w pomieszczeniu której światło
pozwala postacią grać w pokera, lecz na tyle słabe by ich twarze
znajdowały się w półmroku. W mroku widać zarys jeszcze kilku
osób które w ciszy obserwują rozgrywkę co chwila wyglądając
przez okno. Zdaje się że czekają na zapowiedzianych gości.
-Spóźniają
się – Mówi jeden z nich
-W
taką pogodę to się nie dziwię- odpowiada drugi
Wszystkie
osoby znajdujące się w pomieszczeniu przez chwilę wyglądają
przez okno, lecz w ciemnej uliczce nie widać nawet żywego ducha.
-Po
kimś takim spodziewałem się czegoś więcej, a tu głupi deszcz ich
opóźnia.
Grający
spokojnie wracają do swojego zajęcia, ktoś wyszedł na dwór być
może nasłuchiwać nadjeżdżającego pojazdu, lecz po 15 minutach
wraca okapując wodą.
-Nikogo
ani nic nie widać. Nie dzwonili ?
-Nie
- odpowiada ktoś z grupy
Po
jednym z rozdań stos żetonów przed człowiekiem w niebieskim
płaszczu urósł kilkukrotnie, po emocjonującej partii.
-
Panowie nie macie już prawie czym grać.
-
Pierdol się. Czemu musisz zawsze wygrywać.
-
Bo jesteście słabi – Odpowiada zadowolony z siebie.
Powoli
cała czwórka wstaje, podchodzi do barku gdzie nalewa sobie czegoś
do picia i dalej czekają. W tym samym momencie ktoś ładuje
wszystkie żetony do czarnej walizki tak by były gotowe do kolejnej
gry.
Nagle piorun uderzył gdzieś bardzo blisko, zgasło światło lecz
po chwili znów się zapaliło, jedna z osób stojących pod oknem
mówi spokojnym głosem
-
Ktoś jedzie.
Z
sąsiedniego pokoju wchodzą dwie osoby w płaszczach z karabinami po
czym wychodzą na zewnątrz by przywitać gości.
Po
minucie lub dwóch wchodzi dwójka zakapturzonych mężczyzn w
płaszczach przeciwdeszczowych i co dziwniejsze w okularach
przeciwsłonecznych.
-
Nie za jasno ?- zażartował ktoś z grupy
Goście
zbyli ten głupi żart oraz ciche chichoty części zgromadzonych tu
osób. Pomimo dziwnego stroju, zgarbionej postawy dało się zauważyć
że dwójka z nich jest potężnie zbudowana i gdyby się
wyprostowali przekroczyli by znacznie dwa metry wzrostu. Jeden z nich
był wyraźnie niższy od reszty i dało się znać że to on
przyjechał załatwić tu pewne swe porachunki. A jego dwaj
towarzysze to ochrona w przypadku nieprzychylności innych ludzi.
-
Szukam nijakiego Pereza – Ten strasznie niski i ochrypły głos
należał właśnie do przywódcy przyjezdnych.
-
Wiem czego chcecie, ale powinniście wiedzieć że się już tym nie
zajmuję.
-
To ty ?
-
Tak.
Przyjezdny
lekko się uśmiechnął po czym wyszeptał do swoich kompanów
-
Zbędnych wyeliminować
W
tym momencie kilka rzeczy wydarzyło się niemal równocześnie. Obaj
ochroniarze doskoczyli w ułamku sekundy do dwójki z karabinami, po
czym bez najmniejszego wysiłku powalili ich na ziemię i wyszarpali
broń. Człowiek w niebieskim płaszczu zdążył tylko krzyknąć
donośnie -Niee!
Kilku
z jego kompanów chciało wyciągnąć broń lecz zostali szybko
zastrzeleni. Po kilkunastu sekundach w pomieszczeniu pozostały już
tylko cztery żywe osoby. Trójka z nich chce coś zdobyć w ostatni
ma im to zapewnić. Nastąpiła krótka, niezręczna cisza. Goryle
sprawdzają czy nikt z leżących się nie podniesie przypadkiem a
dwójka naszych bohaterów mierzy się wzrokiem. Minęła krótka
chwila po której Perez odzywa się próbując przełamać tą głuchą
ciszę przeszywającą go z każdej strony. Robi wszystko by jego
niemal paniczny strach nie wydostał się na światło dzienne lecz
jego głos się lekko łamie
-
Napijecie się czegoś ? - Pyta starając się nie zwracać uwagi na
ciała jego dotychczasowych kompanów.
-
Zostawcie nas samych - głośny ochrypły głos znów rozbrzmiał.
Jego
podwładni niezwłocznie uczynili to co im szef nakazał, uprzednio
zostawiając zdobytą wcześniej broń na jakimś małym stoliczku
stojącym tuż przy drzwiach.
Zostali
sami tylko we dwójkę, jeden biedny człowiek od którego ten ktoś
dziwny nieznajomy wymaga czegoś czego on od lat nie robił. Czegoś
co udało się tylko kilka razy w historii, czegoś czego on nigdy
nie dokonał ale jest być może ostatnią osobą na ziemi która
może tego dokonać. Obaj doskonale wiedzą czego ma dotyczyć to
spotkanie a przynajmniej wie on Piter Nash dotychczas nazywany
Perezem. Lecz to się zmieni, ci którzy się do niego tak zwracali
nie żyją, a przynajmniej większość z nich jego najbardziej
zaufanych ludzi. Kim oni są że w ciągu kilku sekund byli w stanie
rozbroić i zabić blisko dziesięć osób ? Przecież kilku z nich
to byli żołnierze, świetnie wyszkoleni, mocni fizycznie a przed
chwilą wszystkich załatwili jak małe dzieci . Musi się szykować
większa imprezka, stawka musi być wysoka, przecież piter miał
nadzieję zabrać tajemnice do grobu, dożyć spokojnej starości
uczciwą pracą, w swojej małej firmie. Plany pewnie ulegną zmianie
ale dlaczego on wciąż milczy ? Tylko przygląda się człowiekowi
przez swoje ciemne okulary Piter tego milczenia nie może znieść.
To nie jest zwykła cisza, w tym momencie przejmuje ona niemal
panowanie nad nerwami pana Nasha w jego oczach rośnie strach, całe
życie przeleciało mu przed oczami i wie że musi się dowiedzieć
co ich do niego sprowadza, skoro jeszcze żyje znaczy że musi im być
potrzebny ale to w tej chwili nie ważne .
-
Czego ode mnie chcecie ? - przełamuje się w końcu
-
Jesteś wnukiem pana Cobba ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz