wtorek, 7 października 2014

Pół roku wcześniej Cz2

-A kto pyta ?
- W tej chwili nie jest to dla ciebie ważne ale mów do mnie majorze. Nie odpowiedziałeś czy jesteś jego wnukiem- Ostatnie zdanie zostało już niemal wykrzyczane
- Tak.
Uśmiech zawitał na paskudnie bladej twarzy majora, nie tyle co zawitał a raczej wykrzywił usta w nienaturalnej dla niego pozycji.
Odwrócił się i kieruje się w stronę drzwi. Co tu się kurwa dzieje ? Przyjechał tu specjalnie po to by zadać mi to jedno pytanie ? Po to zabił tyle osób by usłyszeć ode mnie tylko jeden wyraz ? Już prawie wychodzi, niech wyjdzie i zniknie z mojego życia, albo nie lepiej ja zniknę wyjadę gdzieś dalego gdzie nikt z jego ludzi mnie nie wyśledzi. Tak to dobry pomysł tylko on musi wyjść. O nie zatrzymał się, chce czegoś jeszcze, boję się tego bo spodziewam się że to może być niebezpieczne być może będe musiał ryzykować życiem ale również mnie to ciekawi, jest w nich coś co przyciąga wzrok i umysł, ten dziwny chłód spokój i opanowanie.
Odwrócił się i mówi do Pitera
- Przygotuj się, zbierz ludzi możesz nam być potrzebny.W odpowiedniej chwili damy ci znać. Nam już nie uciekniesz, znajdziemy cię wszędzie.

Po czym wyszedł by po chwili odjechać w ciemną burzową noc.
Perez zdziwiony siedzi przy stoliku jeszcze kilka minut, do czasu gdy z dala usłyszał syreny policyjne. Zdał sobie sprawę że jak go złapią to z więzienia już nigdy nie wyjdzie
Na szczęście jeszcze jest młody i wysportowany, więc wyskoczyć przez okno z tyłu domu nie było problemem dla niego. Piter biegnie przez pola, w ulewie co chwila grzęźnie w błocie lub przewraca się ale wie że będzie go szukać policja i tyle zostało z planowanego spokojnego życia.
Po godzinie dobiega do domu swojego przyjaciela Sama przemoczony do suchej nitki, bez swojego płaszcza który z wrażenia zostawił w swoim domu. Dzwoni raz, drugi nikt nie otwiera w wzroku Pitera można powoli dostrzec nutkę obłędu, dzwoni kolejny raz i w końcu Sam cały zaspany otwiera mu drzwi w samych spodenkach nocnych.
- Piter czego ty tu do cholery chcesz ?! Jest druga w nocy !
- Pakuj się czarny scenariusz się ziścił wyjeżdżamy – Po czym bez zaproszenia wszedł do domu swojego znajomego- i daj mi coś do przebrania się bo piździ.
Pan Nash dostał jakieś ubrania które mniej więcej na niego pasują a Sam próbuje dowiedzieć się czegoś więcej
- O co chodzi ?
- Nie ma czasu na tłumaczenia, za 15 min jedziemy, dzwonię do Klaudii musimy jechać.
Kilka kolejnych minut w małym domku trwała prawdziwa gorączka, wszystkim się śpieszyło każdy chciał coś jeszcze zabrać i upchnąć do wana. Gdy obaj panowie zabrali już wszystkie rzeczy które uznali za ważne i byli w krótkim czasie spakować. Po kilkunastu minutach byli już gotowi do wyjazdu i wsiedli do wozu. Sam zasiadł w fotelu kierowcy, lecz wcześniej odwrócił się i pewnie ostatni raz omiótł wzrokiem swój mały domek. Krótka chwila na ostatnie pojrzenie i powoli ruszył z podjazdu zostawiając swoją dotychczasową przeszłość za sobą i ruszając w nieznane.
Piter nic w tym czasie nie mówi bo wie że te całe zamieszanie jest tylko i wyłącznie z jego winy, a raczej z winy tego co potrafi i czego nauczył go jego dziadek. Ostatni raz przejeżdżają drogą w lesie otaczającym pobliskie miejscowości, i obierają kurs na Warszawę gdzie mieszka ich kolejny wspólnik, a raczej wspólniczka która też musi rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko. Oczywiście wszyscy wiedzieli wcześniej i podobnej możliwości, wszyscy mieli przygotowane kilka kompletów dokumentów z niejednego kraju. Znają oni płynnie 3 języki a w kilku innych są wstanie komunikować się bez większych problemów.
Czterdziesto minutowa podróż do Warszawy przeminęła w ciszy i na rozmyślaniu nad swoją aktualną sytuacją. Plan na kilka najbliższych dni mieli ustalony już od pewnego czasu, a co będzie dalej tego nie jest w stanie powiedzieć w dniu dzisiejszym jeszcze nikt. Po blisko godzinie Piter i Sam podjeżdżają pod mieszkanie Klaudii która już na nich czeka z kilkoma większymi lub mniejszymi torbami które uznała za stosowne. Mężczyźni pomogli zapakować bagaże koleżance do swojego wana i od razu wyjechali z podmiejskiej metropolii do jakiejś wsi oddalonej o setki kilometrów od aktualnego miejsca zamieszkania. Do miejsca gdzie nikt ich nie zna, gdzie będą mogli na krótką chwilę rozpocząć nowe życie do czasu aż znów zawitają do nich ich przyszli zleceniodawcy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz