-A
kto pyta ?
- W tej chwili nie jest to dla ciebie ważne ale mów do mnie majorze. Nie odpowiedziałeś czy jesteś jego wnukiem- Ostatnie zdanie zostało już niemal wykrzyczane
- W tej chwili nie jest to dla ciebie ważne ale mów do mnie majorze. Nie odpowiedziałeś czy jesteś jego wnukiem- Ostatnie zdanie zostało już niemal wykrzyczane
-
Tak.
Uśmiech
zawitał na paskudnie bladej twarzy majora, nie tyle co zawitał a
raczej wykrzywił usta w nienaturalnej dla niego pozycji.
Odwrócił
się i kieruje się w stronę drzwi. Co tu się kurwa dzieje ?
Przyjechał tu specjalnie po to by zadać mi to jedno pytanie ? Po
to zabił tyle osób by usłyszeć ode mnie tylko jeden wyraz ? Już
prawie wychodzi, niech wyjdzie i zniknie z mojego życia, albo nie
lepiej ja zniknę wyjadę gdzieś dalego gdzie nikt z jego ludzi
mnie nie wyśledzi. Tak to dobry pomysł tylko on musi wyjść. O
nie zatrzymał się, chce czegoś jeszcze, boję się tego bo
spodziewam się że to może być niebezpieczne być może będe
musiał ryzykować życiem ale również mnie to ciekawi, jest w nich
coś co przyciąga wzrok i umysł, ten dziwny chłód spokój i
opanowanie.
Odwrócił
się i mówi do Pitera
-
Przygotuj się, zbierz ludzi możesz nam być potrzebny.W
odpowiedniej chwili damy ci znać. Nam już nie uciekniesz,
znajdziemy cię wszędzie.
Po
czym wyszedł by po chwili odjechać w ciemną burzową noc.
Perez
zdziwiony siedzi przy stoliku jeszcze kilka minut, do czasu gdy z
dala usłyszał syreny policyjne. Zdał sobie sprawę że jak go
złapią to z więzienia już nigdy nie wyjdzie
Na
szczęście jeszcze jest młody i wysportowany, więc wyskoczyć
przez okno z tyłu domu nie było problemem dla niego. Piter biegnie
przez pola, w ulewie co chwila grzęźnie w błocie lub przewraca się
ale wie że będzie go szukać policja i tyle zostało z planowanego
spokojnego życia.
Po
godzinie dobiega do domu swojego przyjaciela Sama przemoczony do
suchej nitki, bez swojego płaszcza który z wrażenia zostawił w
swoim domu. Dzwoni raz, drugi nikt nie otwiera w wzroku Pitera można
powoli dostrzec nutkę obłędu, dzwoni kolejny raz i w końcu Sam
cały zaspany otwiera mu drzwi w samych spodenkach nocnych.
-
Piter czego ty tu do cholery chcesz ?! Jest druga w nocy !
-
Pakuj się czarny scenariusz się ziścił wyjeżdżamy – Po czym
bez zaproszenia wszedł do domu swojego znajomego- i daj mi coś do
przebrania się bo piździ.
Pan
Nash dostał jakieś ubrania które mniej więcej na niego pasują a
Sam próbuje dowiedzieć się czegoś więcej
-
O co chodzi ?
-
Nie ma czasu na tłumaczenia, za 15 min jedziemy, dzwonię do Klaudii
musimy jechać.
Kilka
kolejnych minut w małym domku trwała prawdziwa gorączka, wszystkim
się śpieszyło każdy chciał coś jeszcze zabrać i upchnąć do
wana. Gdy obaj panowie zabrali już wszystkie rzeczy które uznali za
ważne i byli w krótkim czasie spakować. Po kilkunastu minutach
byli już gotowi do wyjazdu i wsiedli do wozu. Sam zasiadł w fotelu
kierowcy, lecz wcześniej odwrócił się i pewnie ostatni raz omiótł
wzrokiem swój mały domek. Krótka chwila na ostatnie pojrzenie i
powoli ruszył z podjazdu zostawiając swoją dotychczasową
przeszłość za sobą i ruszając w nieznane.
Piter
nic w tym czasie nie mówi bo wie że te całe zamieszanie jest tylko
i wyłącznie z jego winy, a raczej z winy tego co potrafi i czego
nauczył go jego dziadek. Ostatni raz przejeżdżają drogą w lesie
otaczającym pobliskie miejscowości, i obierają kurs na Warszawę
gdzie mieszka ich kolejny wspólnik, a raczej wspólniczka która też
musi rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko. Oczywiście wszyscy
wiedzieli wcześniej i podobnej możliwości, wszyscy mieli
przygotowane kilka kompletów dokumentów z niejednego kraju. Znają
oni płynnie 3 języki a w kilku innych są wstanie komunikować się
bez większych problemów.
Czterdziesto
minutowa podróż do Warszawy przeminęła w ciszy i na rozmyślaniu
nad swoją aktualną sytuacją. Plan na kilka najbliższych dni mieli
ustalony już od pewnego czasu, a co będzie dalej tego nie jest w
stanie powiedzieć w dniu dzisiejszym jeszcze nikt. Po blisko
godzinie Piter i Sam podjeżdżają pod mieszkanie Klaudii która już
na nich czeka z kilkoma większymi lub mniejszymi torbami które
uznała za stosowne. Mężczyźni pomogli zapakować bagaże
koleżance do swojego wana i od razu wyjechali z podmiejskiej
metropolii do jakiejś wsi oddalonej o setki kilometrów od
aktualnego miejsca zamieszkania. Do miejsca gdzie nikt ich nie zna,
gdzie będą mogli na krótką chwilę rozpocząć nowe życie do
czasu aż znów zawitają do nich ich przyszli zleceniodawcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz